piątek, 30 stycznia 2015

Bez tytułu 2

 Cień tańczył na ścianie. Taniec gonił mnie, chciał bym razem z nim przytuliła zimny mur. Mur, który się nie ogrzeje, bo ciało do niego przylegające nigdy nie będzie znów ciepłe.
 Zawiał lodowaty wiatr i wpędził moje włosy w oszalały ruch. Kosmyki zadrgały niczym szarpane struny. Zagrały niemą muzykę przeznaczoną specjalnie dla tego spektaklu.
 Cienie drzew drapały moją nagą skórę. Zostawiały piętna na duszy pozostawiając ciało pozornie nietknięte. Niczyj krzyk nie rozdarł ciszy. To cisza rozdarła krzyk.

 Ile można uciekać, tupiąc stopami o coraz to nowe posadzki? O trawę, o beton, o marmur, o żwir? Tonąć w niezmierzonych głębiach, usychać na bezkresnych pustkowiach? Ginąć w lasach budowli? Ile można uciekać przed cieniem, przed tańcem, przed prawdą? Kiedy w końcu dobędę oręż i wbiję go w siebie, łudząc się, że cień przecież wcale nie jest mną...A tak naprawdę jest mną bardziej niż ktokolwiek inny.


Niech herbata będzie z Wami.

1 komentarz: